Widzielismy dzis z okien samolotu Himalaje. Nawet nie potrafie opisac, jakie ten widok robi wrazenie….
Po przylocie okazalo sie, ze nie mamy zarezerwowanych miejsc w hotelu, w ktorym je rezerwowalismy, bo tam im sie jakas wieksza grupa wpakowala i wleli nas przeniesc do innego hotelu. I takim to trafem mieszkamy w tym samym hotelu co Ewa i Lukas - Tibet Peace Guest House
Obudzilismy ich przed 10:00, Lukas wygladal jak zombie jak nas zobaczyl…
Wyszlismy razem na miasto… Razem wygladamy jak jakas grupa zorganizowana:) Zwiedzilismy dzis Durbar Square - taki plac, na ktorym jest palac krolewski i mnowstwo roznych swiatyn. Przeszlismy sie kawalek Freak Street, ktora niegdys bardzo byla popularna wsrod hipisow, mozna tam bylo bez problemu kupic narkotyki…. Ale dzis nie ma zbyt wiele z tamtego klimatu, podobno.
A poziej oddalismy sie zakupom przedtrekingowym. Nakupowalismy tyle rzeczy, ze w Polsce zaplacilismy za nie jakas straszna kupe kasy, a tu tylko 300 zl. Niby wiadomo, ze to wszystko podroby, ale wygladaja zadziwiajaco dobrze. Zaszlismy tez do sklepu z wyrobami dzianymi z welny owczej chyba, ale jakowej tez chyba (tzn. z welny jaka, takiego zwierzaka, ktore nie wystepuje ponizej 4000 m) i tam sobie rozne fajne rzeczy pokupowalismy….
Klawiatura ma proble z literka “o” i “b”, wiec jakby jakies slowo bylo niezrozumiale, to prbujcie w nie powstawiac te dwie literki i moze rozszyfrujecie.,..
A jutro jedziemy z Ukciami do Patanu.
Wszyscy pozdrawiamy Was goraco…
———————————————————————————
Bylismy wczoraj z Ukciami w Patanie, to jest takie drugie co do wielkosci miasto w Dolinie.
Jest bardzo blisko KTM, wlasciwie wygladaja one jakby byly polaczone. W Patanie rowniez jest Durbar Square, ale wg mnie ladniejszy niz w KTM. Poza tym jest duzo starszy. I co jest w nim najlepsze - nie wpuszczaja tam samochodow ani motorow. Nie trzeba miec oczu dookola glowy… Normalnie na ulicach trzeba ciagle uwazac, zeby ktos zostac potraconym… Na placu jest oczywiscie palac krolewski i kilka swiatyn, kazda poswiecona innemu bogowi.
Czytalam troche o Hinduizmie, zeby chociaz troche obczajac, o co chodzi. Ale oni maja tyle bostw, ze to chyba niemozliwie, zeby sie w tym polapac. W kazdym razie wiem, ze maja 3 najwazniejszych bogow, taka hinduistyczna trojca: Brahma - bog stworzyciel, Visznu - bog ochrony (the preserver) i Shiva - bog zniszczenia. I ten Brahma to jest z tej trojcy najwaznieszy. Visznu ma z kolei 10 inkarnacji - jego inkarnacjami sa np. Kriszna, czy Budda (ale Buddysci oczywiscie nie przyjmuja tego do wiadomosci, zeby Budda byl tylko inkarnacja jakiegos hindu boga). Z kolei Shiva ma manifestacje, nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale chyba chodzi o to, ze on sie moze pojawiac pod roznymi postaciami… A najgorsza postacia Shivy jest Kali Bharaib(albo jakos tak) i wtedy jest caly czarny, stoi na ludzkim trupie, ma jakies zmije wokol siebie i pije z ludzkiej czaszki… I na Durbar Sq. w Patanie jest wlasnie jego posag. Ale dla mnie wygladal dosc komicznie, a nie strasznie….
Siva w swej najstraszniejszej manifestacji Kali Bharaib
Z Patanu pojechalismy zobaczyc Budnath Stupa. Stupy to sa takie buddyjskie niby swiatynie. Niby - bo sie do nich nie wchodzi. To sa takie pomalowane na bialo kopce, a na czubku jest zwienczenie, na ktorym w kazda strone swiata narysowane sa oczy. I z czubka tej stupy do jej podnoza lub okolicznych budynkow porozwieszane sa na sznurkach kolorowe choragiewki, ktore wesolo furkocza na wietrze. Przy tej akurat stupie leciala tybetanska muzyka. I sprawialo to, ze bardzo przyjemny klimat panowal wokol. Buddyjscy mnisi i mniszki chodzili wokol stupy w kierunku zgodnym ze ruchem wskazowek zegara i poruszali dzwonkami modlitewnymi rozmieszczonymi wokol stupy. A w pobliskiej gompie (klasztor) jest w takim malym pomieszczeniu taki mega wielki dzwon modlitewny, ktorym sobie mozna pokrecic.
Wokol stupy po okregu stoja kolorowe kamieniczki ze sklepami z pamiatkami i z knajpkami. Jest tam naprawde bardzo milo. M.in. dlatego, ze mnisi nikogo nie zaczepiaja. W odroznieniu od hinduskich, ktorzy za wszelka cene probuja Ci postawic kropke na czole, nawet jak tego nie chcesz, i oczywiscie zadaja za to kasy. Lepiej ich po prostu unikac…
Pozniej skoczylismy sobie na Thamel na obiad. A potem Ukcie zabraly nas do Swiatyni Malp, polozonej na wzgorzu gorujacym nad Dolina Kathmandu. Na gore prowadza strome schody. Na szczycie jest kolejna stupa. Jest tam tez bardzo milo, zielono od drzew i kolorowo od choragiewek, ktorych jest tam zatrzesienie. No i oczywiscie jest mnostwo malp, ale niestety niektore sa agresywne. Charcza gniewnie i szczerza zeby jak im cos nie pasi. Jurek cos im nie pasil, to go jedna troche postraszyla. Posiedzielismy sobie na szczycie do zachodu slonca, kontemlujac przepiekny widok na miasto i otaczajace gory i wrocilismy do hotelu.
No i pozegnalismy sie z Ukciami… Na jakis czas…