października 18

… Kathmandu …

NEPAL. autor: Jurki. dodano: 18.10.20082 Komentarzy »

Widzielismy dzis z okien samolotu Himalaje. Nawet nie potrafie opisac, jakie ten widok robi wrazenie….

Po przylocie okazalo sie, ze nie mamy zarezerwowanych miejsc w hotelu, w ktorym je rezerwowalismy, bo tam im sie jakas wieksza grupa wpakowala i wleli nas przeniesc do innego hotelu. I takim to trafem mieszkamy w tym samym hotelu co Ewa i Lukas - Tibet Peace Guest House :)

Obudzilismy ich przed 10:00, Lukas wygladal jak zombie jak nas zobaczyl…

Wyszlismy razem na miasto… Razem wygladamy jak jakas grupa zorganizowana:) Zwiedzilismy dzis Durbar Square - taki plac, na ktorym jest palac krolewski i mnowstwo roznych swiatyn. Przeszlismy sie kawalek Freak Street, ktora niegdys bardzo byla popularna wsrod hipisow, mozna tam bylo bez problemu kupic narkotyki…. Ale dzis nie ma zbyt wiele z tamtego klimatu, podobno.

A poziej oddalismy sie zakupom przedtrekingowym. Nakupowalismy tyle rzeczy, ze w Polsce zaplacilismy za nie jakas straszna kupe kasy, a tu tylko 300 zl. Niby wiadomo, ze to wszystko podroby, ale wygladaja zadziwiajaco dobrze. Zaszlismy tez do sklepu z wyrobami dzianymi z welny owczej chyba, ale jakowej tez chyba (tzn. z welny jaka, takiego zwierzaka, ktore nie wystepuje ponizej 4000 m) i tam sobie rozne fajne rzeczy pokupowalismy….

Klawiatura ma proble z literka “o” i “b”, wiec jakby jakies slowo bylo niezrozumiale, to prbujcie w nie powstawiac te dwie literki i moze rozszyfrujecie.,..

A jutro jedziemy z Ukciami do Patanu.

Wszyscy pozdrawiamy Was goraco…

———————————————————————————

Bylismy wczoraj z Ukciami w Patanie, to jest takie drugie co do wielkosci miasto w Dolinie.

Jest bardzo blisko KTM, wlasciwie wygladaja one jakby byly polaczone. W Patanie rowniez jest Durbar Square, ale wg mnie ladniejszy niz w KTM. Poza tym jest duzo starszy. I co jest w nim najlepsze - nie wpuszczaja tam samochodow ani motorow. Nie trzeba miec oczu dookola glowy… Normalnie na ulicach trzeba ciagle uwazac, zeby ktos zostac potraconym… Na placu jest oczywiscie palac krolewski i kilka swiatyn, kazda poswiecona innemu bogowi.

Czytalam troche o Hinduizmie, zeby chociaz troche obczajac, o co chodzi. Ale oni maja tyle bostw, ze to chyba niemozliwie, zeby sie w tym polapac. W kazdym razie wiem, ze maja 3 najwazniejszych bogow, taka hinduistyczna trojca: Brahma - bog stworzyciel, Visznu - bog ochrony (the preserver) i Shiva - bog zniszczenia. I ten Brahma to jest z tej trojcy najwaznieszy. Visznu ma z kolei 10 inkarnacji - jego inkarnacjami sa np. Kriszna, czy Budda (ale Buddysci oczywiscie nie przyjmuja tego do wiadomosci, zeby Budda byl tylko inkarnacja jakiegos hindu boga). Z kolei Shiva ma manifestacje, nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale chyba chodzi o to, ze on sie moze pojawiac pod roznymi postaciami… A najgorsza postacia Shivy jest Kali Bharaib(albo jakos tak) i wtedy jest caly czarny, stoi na ludzkim trupie, ma jakies zmije wokol siebie i pije z ludzkiej czaszki… I na Durbar Sq. w Patanie jest wlasnie jego posag. Ale dla mnie wygladal dosc komicznie, a nie strasznie….


Siva w swej najstraszniejszej manifestacji Kali Bharaib

Z Patanu pojechalismy zobaczyc Budnath Stupa. Stupy to sa takie buddyjskie niby swiatynie. Niby - bo sie do nich nie wchodzi. To sa takie pomalowane na bialo kopce, a na czubku jest zwienczenie, na ktorym w kazda strone swiata narysowane sa oczy. I z czubka tej stupy do jej podnoza lub okolicznych budynkow porozwieszane sa na sznurkach kolorowe choragiewki, ktore wesolo furkocza na wietrze. Przy tej akurat stupie leciala tybetanska muzyka. I sprawialo to, ze bardzo przyjemny klimat panowal wokol. Buddyjscy mnisi i mniszki chodzili wokol stupy w kierunku zgodnym ze ruchem wskazowek zegara i poruszali dzwonkami modlitewnymi rozmieszczonymi wokol stupy. A w pobliskiej gompie (klasztor) jest w takim malym pomieszczeniu taki mega wielki dzwon modlitewny, ktorym sobie mozna pokrecic.

Wokol stupy po okregu stoja kolorowe kamieniczki ze sklepami z pamiatkami i z knajpkami. Jest tam naprawde bardzo milo. M.in. dlatego, ze mnisi nikogo nie zaczepiaja. W odroznieniu od hinduskich, ktorzy za wszelka cene probuja Ci postawic kropke na czole, nawet jak tego nie chcesz, i oczywiscie zadaja za to kasy. Lepiej ich po prostu unikac…

Pozniej skoczylismy sobie na Thamel na obiad. A potem Ukcie zabraly nas do Swiatyni Malp, polozonej na wzgorzu gorujacym nad Dolina Kathmandu. Na gore prowadza strome schody. Na szczycie jest kolejna stupa. Jest tam tez bardzo milo, zielono od drzew i kolorowo od choragiewek, ktorych jest tam zatrzesienie. No i oczywiscie jest mnostwo malp, ale niestety niektore sa agresywne. Charcza gniewnie i szczerza zeby jak im cos nie pasi. Jurek cos im nie pasil, to go jedna troche postraszyla. Posiedzielismy sobie na szczycie do zachodu slonca, kontemlujac przepiekny widok na miasto i otaczajace gory i wrocilismy do hotelu.

No i pozegnalismy sie z Ukciami… Na jakis czas…

października 18

…Delhi…

INDIE. autor: Jurki. dodano: 18.10.2008Brak komentarzy »

W nocy Jurek pojechal na lotnisko po moich rodzicow. Okazalo sie, ze ich bagaze zostaly w Zurichu i moze przyleca nastepnym samolotem. Ale dostali po 4 tys. rupii, wiec nawet sie oplacalo:)

Caly dzien zwiedzalismy Delhi. Zaczelismy od przejazdzki ulica Chandni Chowk (taka ich ulica handlowa). Dotarlismy do Czerwonego Fortu, niby mielismy nie wchodzic do srodka, bo w przewodniku zniechecali, ale w koncu weszlismy i podobal nam sie….


Potem podeszlismy do najwiekszego meczetu w Delhi - Jama Masjid, ale jakis koles powiedzial nam, ze narazie trwa modlitwa i ze za 20 min. bedzie mozna wejsc. Jak za 20 min. Jurek poszedl sie spytac, czy juz wejsc mozna, koles znowu mowil, ze za 20 min. Okazalo sie, ze koles jest chory psychicznie i zawsze jak sie go spyta, czy mzna wejsc, to mowi, ze za 20 min:) Wejsc mozna bylo dopiero za godzine, wiec motoriksza pojechalismy na Main Bazar - to tez taka ulica handlowa, ale bardziej klimatyczna, z calym hinduskim syfem w pigulce…



Main Bazar


w motorikszy

Po jakims czasie wrocilismy do meczetu i tym razem juz udalo sie wejsc. Oczywiscie trzeba bylo zostawic buty na zewnatrz. A posadzka strasznie goraca wewnatrz byla. Ja dostalam tez jakas kolorowa podomke, zeby zakryc ramiona. Akurat bylo tuz po modlitwie, wiec na posadzce dziedzinca rozlozone byly jeszcze dywaniki modlitewne, bardzo duzo dywanikow…..

Tego dnia udalo nam sie jeszcze zobaczyc Grob Humajuna, troche podobny do Taj Mahal w bryle, ale mniej piekny i ozdony w detale z drgocennych kamieni. Budynek stoi w bardzo przyjemnym parku, w ktorym jest wiele innych bardzo malowniczych grobowcow. Niestety zwiedzalismy to miejsce wlasciwie biegiem, bo juz zachodzilo slonce…. A po zachodzie prawie od razu robi sie ciemno (okolo 18:00)….



Nastepnego dnia wstalismy o 2:00 w nocy, zeby zdazyc przed odlotem odebrac utracone bagaze rodzicow.

Przepraszam, ze tak skrotowo pisze, ale tu (jestem w kafejce w Kathmandu) net dziala tak wolno, ze zaraz mnie cos trafi, a klawiatura chyba tez jest przeciwko mnie. Jurek probuje na drugim kompie wgrac pare zdjec. Ale nie obiecuje, ze mu sie uda….

października 16

W kwesti formalnej - jestesmy w Delhi i czekamy na Ani rodzicow.

Dorwalem sie do kompa i to wykorzystam :-)

Jesli o mnie chodzi to pustynia podobala mi sie bardzo, tzn w sensie, ze fajnie chociaz troche poczuc co to taka pustynia. To wszystko takie troche na niby oczywiscie, bo dosc blisko cywlilizacji bylismy, bo nic nie musielismy robic, bo wszystko bylo przygotowane itd… Ale mimo wszystko, juz po chyba 2 godzinach na wielbladzie od goraca i suchoty mialem zupelnie popekane usta, przestalem robic zdjecia i tylko trwalem :-). Potem postoj w cieniu (w najgorszy upal) i tylko lezec mialem sile w sumie i przysypiac (a i tak Anulka chyba gorzej upal znosila). Wieczorem, tzn pod koniec siedzenia na wielbladach to za zimne picie (wode z Elckiego kranu np.) to juz strasznie duzo mozna by dac (nasza woda miala min 50, a mysle ze pod 60 stopni (jak taka dosc dobrze ciepla woda z kranu)).

Tak w ogole, to pustynia w dzien nie jest cicha jak sie spodziewalem, ciagle slychac szum wiatru, wieje wlasciwie tam ciagle az do wieczora i czlowiek czuje sie jak w takiej wielkiej suszarce :-) (Ania mowi ze slychac jeszcze popierdywania wielbladow).

Takie pustynne nic nie robienie wycienczalo tak ze pod koniec to ust nawet nie chcialo sie otwierac (nasi przewodnicy dziarsko plotkowali, ale nie wiemy o czym). A potem (w nocy juz) czulem jakby mi wszystkie organy cieplo oddawaly :-)

No podsumowujac… cieplo na tej pustyni….

Z fajnych rzeczy to zuki te co kupy tocza…. duzo zukow bylo… i duzo kupy… (wielbladziej, takie krolicze bobki :-) ). Te zuki to przesrane maja… tocza te kulki na te wydmy i tocza… i nie widzielismy zeby ktoremus sie udalo, co chwila stacza im sie… (ta kupa).

W pociagu sluchalismy przeboju The Elks (wlasciwie calej plyty), i sie bardzo wzruszylismy, a Ania to az sie boi sluchac, zeby nie poplakac sie :-)

Tata doniosl, ze jakies walki na granicy Kambodzy z Tajlandia, ale sprawdzilismy i to jakies baaaaaardzo lokalne potyczki o swiatynie, ktore trwaja juz od lat… Takze nie macie sie co martwic (tamtedy nie jedziemy zreszta :-) ).

No dobra, ja cos jeszcze chcialem wykrzesic z siebie bardzo madrego, ale chyba nie pamietam co…

Buziaki wielkie dla wszystkich…

A Miski, a co z sylwestrem, cos zarezerwowane? Cos postanowione?

PS. Tu Ania do Marka Papiernika: przesylam bardzo spoznione zyczenia urodzinowe! Przepraszam, ze z takim poslizgiem, ale wiesz jak to jest w podrozy…. 100 lat ! 100 lat! I niech Ci Zocha wyrosnie na fanatyka rowerowego…….:) Pozdrowki

PS.2 Tu znowu Ania, do Edit: czy moglabys podac adres naszej stronki Eli Gajewskiej i Mackowi Lewandowskiemu, bo im obiecalam a zapomnialam wyslac… wielkie dzieki.